Przejdź do głównej zawartości

Nic nie zrobisz - nic nie zyskasz.



Podobno kobiety zrobią wszystko* byle by schudnąć i mieć piękne ciało.
*oprócz trzymania diety i regularnych ćwiczeń

Ktoś inny mógłby popukać się w głowę i zacząć ubolewać nad płytkością charakteru rodzaju pięknego.
Niestety, doskonale znam podstawy powyższej filozofii. I zdziwił by się przeciętny samiec na wieść, ile zachodu kosztuje nas uprawianie tej pozornej sprzeczności.

Chcemy mieć sprężyste, gibkie, pozbawione cellulitu ciało. Więc:
- stosujemy kofeinowe głodówki, bo pozbycie się wody z organizmu odciąża naszą wagę w łazience,
- diety oparte na drogiej-zdrowej żywności pustoszą nam portfel, taniej więc jeść dwa (duże) posiłki dziennie,
- wydajemy majątek na kremy i balsamy cud-wyszczuplające, bo przecież kosztują tyle, że MUSZĄ działać,
- miesiącami szukamy stanika który podniesie nam cycki, nie będzie wrzynał się w ramiona i jeszcze będzie super seksowny,
- nie cofniemy się przed wejściem na wibromaszynę lub masaż drewnianymi kolcami, gdyż skoro to tak cholernie boli, to MUSI działać,
- spalamy się w solariach, gdyż opalenizna wizualnie odejmuje centymetrów,
- kupujemy *magiczne* pigułki i pijemy obrzydliwe koktajle, bo zdjęcia "przed" i "po" na etykiecie mówią same za siebie,
- na siłowni korzystamy z rowerka, bo można poczytać Cosmo/Party/InStyle podczas palenia kalorii,
- na siłowni unikamy ciężarów, bo przecież NIE CHCEMY przybrać masy mięśniowej, chcemy wyrzeźbić się z TŁUSZCZU,
- zapisujemy się na zajęcia trenujące konkretną część ciała, bo mamy do zrzucenia TYLKO z bioder,
- wierzymy, że taniec to najwyższa forma kobiecego treningu, a wraz z potem wypływa z nas "to zbędne" (hej! w solarium też się pocimy, czyli też chudniemy!), wszystko inne to zajęcie dla 'babochłopów',
- zgrabna sylwetka możliwa jest tylko w młodości, więc po ekhem ekhem **-estce, trzeba nas kochać za sam fakt CHCENIA schudnięcia,
- no i najważniejsze - ma mnie kochać za wnętrze, więc po co w ogóle coś robić.

Zastanów się, kobieto, nad powyższymi mitami/bzdurami. Nie jestem fanatyczką fitnessu. Potrafię z pełną bezczelnością tłumaczyć własne grzechy per "pójdzie w cycki". Potrafię leżeć z książką do czasu powstawania odleżyn i absolutnie nie czuć się winna. Ale zdaję sobie sprawę z tego prostego faktu: DO NOTHING - GET NOTHING. SAMO DO CIEBIE NIE PRZYJDZIE.

Nie rób tego dla kogoś.
Rób to dla siebie.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Czy honorują Państwo karty Benefit?

Średnio kilka razy w miesiącu dostaję telefon z takim pytaniem. Przez pierwsze dwa lata odpowiadałam grzecznie, że "nie, nie honorujemy, ale pierwsze zajęcia oferujemy gratis i mamy świetną ofertę na...". Za każdym razem jednak dostawałam lekko arogancką i znudzoną odpowiedź "a to dziękuję", by nie powiedzieć, że drzwi jebiemnietoizmu waliły mnie w twarz . Przez drugi rok działalności mojego klubu IRON CHURCH , który kosztował i wciąż kosztuje mnie masę zdrowia, nerwów i pieniędzy* *czyli zupełnie jak mój kot , wdawałam się w polemikę typu "nie, nie *honorujemy*, gdyż nasi Instruktorzy PŁACĄ ciężkie pieniądze za oferowaną u nas wiedzę, zatem muszą je zarabiać". Zauważyłam jednak, że spotyka się to z kompletnym brakiem zrozumienia* *seriously, I'm shocked , jak gdybym po chamsku ODMAWIAŁA przyjęcia pieniędzy od firmy Benefit. Nie kwestionuję mojego chamstwa. Po co miałabym się niby tyle uśmiechać i ryzykować pomarszczeniem ryjka na późną starość w w

Skończ z byciem słabą - opowieść o raku.

zisiaj na tapecie kolejna Żelazna Dama, która opowie Wam o nowotworze piersi i.. kettlach , oczywiście. Anna Gogolińska jest przykładem, że treningi z kettlebell to coś więcej niż fitness i dążenie do idealnego opakowania, szczególnie po 40stce . Na pewno znasz kogoś, kto powinien ruszyć dupę po zdrowie - a pomimo usilnego namawiania, wciąż stroni od wolnych ciężarów, mówiąc "to nie dla mnie". Udostępnij tę historię. Może otworzyć oczy! Kiedy życie kopnie Cię w dupę – złap się za Kettla Bardzo długo zastanawiałam się, czy napisać ten tekst. Jestem z charakteru introwertyczką i bardzo dobrze mi jest ze świadomością, że świat urządzony przez ekstrawertyków nie wie nic o moim istnieniu. W końcu doszłam jednak do wniosku, że jeżeli dzięki temu chociaż jedna kobieta, zamiast siedzieć przed telewizorem z pustym opakowaniem po czekoladkach, poszuka dobrego trenera, zacznie ćwiczyć z kettlami i pokocha ten sport, to warto bym wyszła ze swojej skorupki. No to uwaga, wychod

Kobiety nie biegają za mężczyznami

tak jak pułapki nie biegają za myszami. (dwa głębokie wdechy) Cześć, nazywam się Angela i NIE BIEGAM . Nie stosuję endomodo, nie noszę bransoletek nike'a, nie wiem jak wygląda adidas miCoach. Używam telefonu, od którego jestem bardziej smart i niestety nawet jakbym chciała, to ZOMBIE mi nie działają. Prawdę mówiąc może dwa razy w życiu biegłam do autobusu. Bieganie zawsze traktowałam trochę jak fizyczne upokorzenie, preferując poruszanie się dostojnym ślizgiem gejszy, ewentualnie krabim podskokiem via Zoidberg. Rozumiem ideę "do biegania trzeba się przekonać biegając" , jednak jej atrakcyjność plasuję w okolicach kotletów sojowych. Jeśli podzielasz - ta notka jest dla Ciebie. Przeczytałam kilka mądrych artykułów na temat "biegając bez diety NIE SCHUDNIESZ" . Pogadałam ze znajomymi, którzy karierę biegania zakończyli na różnych kontuzjach kostek i kolan . Wysłuchałam zalet, doceniam element "oczyszczenia głowy z myśli", dostrzegam ironię przekonania v