Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z kwiecień, 2012

Oddam zamek, księcia i dziewictwo za super przemianę materii.

Albo nie. Laski, które mają łatwiej – są miękkie. Ja jestem twarda, bo charakter i ciało wykuwam w kuźni siły. A ty?

Grzeszysz. (Każdy grzeszy - parafrazując najsłynniejszego lekarza z telewizji)

I ciągle masz nadzieję, że z tych grzechów przyjdzie Ci się rozliczyć później .
Jako Twój motywujący kaznodzieja muszę się wtrącić.

Po pierwsze, nie czaruj.
„Próbowałam już wszystkiego, ale żaden trening zdaje się nie przynosić mi efektów!”
Jeżeli zmieniasz zajęcia co dwa miesiące – nic dziwnego. To tak, jakbyś chciała, by włosy odrosły Ci w takim tempie po spontanicznej akcji fryzjerki. Zajmij myśli czym innym, wprowadź konkretny trening w swój harmonogram – i o danej godzinie w dany dzień – po prostu rób co masz robić: tańcz, biegaj, walcz. Nie szukaj wymówek, działaj zgodnie z rozkładem dnia. I nie szukaj efektów trzy razy w tygodniu.

Po drugie, nie ściemniaj.
„Trening z ciężarami jest nie dla mnie”
Wiele kobiet boi się trenować z ciężarami, gdyż wydaje im się, że SPUCHNĄ. Można tłumaczyć i tłumac…

Myślę więc jestem, wymiotuję więc nie jem.

Rozumiem wymiotować po rumie. To takie pirackie. Wymiotować gołąbkami to jednak obciach.

Gołąbki są dobre i żelki są dobre. Gołąbki z żelkami, niestety już nie są dobre. A przynajmniej żelki z Tesco, te takie ślicznie wyglądające w pojemniczkach, to pewna przyczyna moich arii operowych na terenie muszli klozetowej.

Łakomstwo mnie zabiło, wskrzesiło, i zabiło ponownie.

Zdołałam na opcji pilotowej dotrzeć do domu i zamknąć żaluzje przed straceniem przytomności. Kiedyś by mnie to przeraziło, ale teraz doceniam fakt, iż organizm potrafi na rezerwach sam nakierować ociężałe ciało do gniazda. Może strasznie upraszczam, ale jakoś tak głupio mdleć na oczach wszystkich nie będąc śmiertelnie chorym. Budzisz się potem w objęciach sanitariusza, który wszem i wobec ogłasza, iż „to od żygania z żarcia żelków, proszę nie robić kompromitujących fotek na fejsa”.

Suma summarum obudził mnie tysięczny telefon od mojej ofiary, tfu, w sensie klientki. Na szczęście mam kumate laski, które zaczęły trening beze …

Kolor włosów zobowiązuje.

Jest teoria, że kobiecy mózg to siatka połączeń. Cały czas pracuje, gdyż jedna myśl prowadzi do tysiąca innych i powoduje lawinę pozornie niezwiązanych z tematem informacji, wniosków, hipotez. I dlatego baby zwykle „przekombinowują” proste zagadnienia.

Mężczyźni natomiast posiadają w głowie pudełka. Wejdzie taki do pudełka z napisem „auta” i już tam siedzi. Gada o autach, myśli o autach, wyobraża sobie auta. A jak wejdzie w pudełeczko z nazwą „nicość” to wiadomo. Jak rybka zawieszona w akwarium, machnie płetwą, ale ogólnie z pyska inteligencji nie wyczytasz.

Ile razy już tych pudełeczek zazdrościłam, to nie pomnę. Niestety mam potężnie rozbudowaną siatkę i tak, po skasowaniu z kamery materiału Power Workout’a przed nagraniem go na dysk, doszłam do wniosku, że muszę zmienić kolor włosów.

Lubię eksperymentować i poważnie zastanawiam się nad oszałamiającą rudością. Natykam się zazwyczaj na mur – „Weź przestań, przecież dobrze wyglądasz”. A skoro intelektualnie i emocjonalnie mogę „dorastać…

Totalna metamorfoza, czyli znowu o chudnięciu, włosach i cyckach.

Mówię w imieniu 91% polskich kobiet - dajcie mi fryzjera, stylistę, kosmetyczkę, chirurga plastycznego, dentystę i doradcę finansowego a będę najlepszym obywatelem tego państwa. Nie będę burczeć na wiek emerytalny, jeżeli już teraz nie tylko będę wyglądać bosko – ale i też czuć, że wyglądam bosko. Będę się uśmiechać pełną gębą i będę najmilszą osobą na świecie, pomimo mieszkania z rodzicami, braku pracy i rosnących cen paliw.

TO BYŁABY NAJLEPSZA RZĄDOWA INWESTYCJA. Przysięgam.

Jestem próżna i płytka jak wiosenna kałuża. Jestem bliska wzięcia kredytu na 20 lat, byle by tylko tłuszcz z brzucha znalazł się w cyckach i to na stałe, a włosy sięgnęły pupy, będąc miękkie, lekkie i błyszczące. A skóra niech będzie jak batyst, w kolorze australijskiej opalenizny.

Szlag. Patrzę na popularne instruktorki fitness i czuję się małym, spasionym chomiczkiem. Nie mam pretensji do świata, bo „paszenie” lubię tak bardzo jak treningi. A nie mam pieniędzy, by po totalnym odtłuszczeniu się, zrobić sobie par…

Puszysty może być kotek. Ty po prostu jesteś spasiona.

Jest taka prosta zasada: nie jedz nic, czego by twoja pra-prababcia nie zidentyfikowała jako jedzenia.
Wiem, że trudno. Trzeba wziąć pod uwagę, że będzie to trwało dłużej, trzeba będzie zmywać i może się rozgotować. W dodatku ciężko zrezygnować z „chińszczyzny”, dań włoskich i indyjskich specjałów. Poza tym „każdy” Ci powie, że polska kuchnia to tłusta i ciężkostrawna jest. Więc lepiej od razu na kebaba.

Nie jestem dietetykiem i nie powiem Ci co masz jeść. Ja jem wszystko. Tylko nie w ilościach jakie chciałyby moje ślinianki. Za największy zaś problem uważam jedzenie na uczelni. Tam panuje taki mikroklimat, że po dwóch podwójnych kanapkach (w sensie cztery kromki białego chleba) z żółtym serem i polędwiczką zaczynam być gotowa by coś zjeść. Tak. Jamochłon.

Jamochłon włącza się również na wieczorkach filmowych. Bezmyślne wpychanie do pyska można jednak kontrolować. Chociażby szklankami zielonej herbaty. Po trzeciej kubki smakowe leżą trupem.

Pytać powinnaś, ile masz jeść. A od tego jest …

Małe przyjemności bez kalorii.

Mam bzika na punkcie soli do kąpieli. Nie wyobrażam sobie, że mogę się kąpać tak.. nieposolona. Głównie, jestem zadeklarowaną fanką takich niebiesko-zielonych kamyczków, które nie wiem jak się nazywają, ale które bezbłędnie moja ręka wskazuje za każdym razem jak jestem w mydlarni. (Nos też.) Ostatnio jednak „musząc coś kupić” dopadł mnie poza okręgiem mydlarni (to taki stan umysłu kobiety) i trafiłam na

kokosowe kosteczki Yves Roche,


których się nie je.

Zakupione oczywiście po prawie godzinnej deliberacji, kiedy to już pani zza lady miała moją śmierć w swoich oczach (najwidoczniej nie jest cichą wielbicielką PW).

Anyway. Są ludzie, którzy szybciej uwierzyliby że kąpię się we krwi dziewic niż w mleku, ale wczoraj czułam się jak co najmniej Kleopatra. Nawet wygłosiłam górnolotną mowę w języku starożytnych Egipcjan do ręcznika, co to nie spieszył się podawać mi winogron (już przemielonych na wino, znaczy się).

Szukam kolejnego czaderskiego środka do rozpuszczenia (jego i siebie) w wannie. Mo…

Zajadam problemy. Niestety nie znikają.

Pojawiają się za to nowe.

Może gdybym żyła w krajach, gdzie wcina się surową rybę lub larwy spod kamienia, nie miałabym tego przykrego nawyku. W dodatku każdy teraz wydaje się chodzić i klepać „Wesołych Świąt”, więc to tak jakby sygnał na start, by bez wyrzutów sumienia siąść i się obżerać.

Pomyślisz sobie „No tak, ale ona to może, jej nie zaszkodzi”.


Zaszkodzi.

Nie różnię się od Ciebie. Dokładnie tak samo przyswajam kalorie i mam dni, kiedy chcę zawinąć się w kołdrę i ukryć przed rzeczywistością. Mam dni, kiedy nie chcę trenować, a już na pewno robić treningu innym. Zawsze traktowałam mega-hiper-uśmiechnięte-i-zadowolone-z-życia instruktorki fitness jak walnięte laski na prochach. Jeżeli nawet Ci czasem taką przypominam – wiedz, że energię do zarażania ludzi też się trenuje.

Jeżeli trenujesz narzekanie popychane opychaniem się, to trenujesz właśnie złe rzeczy. I tak Ci zostanie.

Pomijając naturę Twoich problemów, panuje takie dziwne przekonanie, że jedzenie pomaga. Można skupić się umysło…

Zawsze na początku pytają PO CO to robisz, by potem pytać JAK to robisz.

Jasne, że każda chciałaby zobaczyć efekty po miesiącu. A najlepiej po dwóch tygodniach, by utwierdzić się w przekonaniu, że odkryła tajną metodę walki z tłuszczem. Ale coś co działa błyskawicznie jest jak pożyczka finansowa z Providenta. Sadełko powróci szybko i zwiększone o oprocentowanie.
Ale jeżeli do tej pory nie uwierzyłaś, to już nie uwierzysz i dalsze o tym gadanie tylko Cię zirytuje.

Obecnie mam najlepszą figurę z dotychczasowych lat życia. Ale jest to efekt lokaty, a nie szybkiego kredytu.


Więc nie zniechęcaj się, iż pomimo że ćwiczysz dwa miesiące - cudów nie ma.

To co zasiałaś wyrośnie, nie martw się.

Wiele kobiet pyta, ile już czasu i jak często trenuję, by wyglądać jak wyglądam. Bynajmniej nie wierzy, że rok temu wyglądałam inaczej i to co teraz widzi, to efekt trzech godzinnych treningów w tygodniu i obecności chleba/makaronów/słodyczy w mojej diecie. Trudno mi udowadniać zmiany w strukturze mojego ciała, gdyż nie posiadam odpowiednich nagich fotek. Posiadam jednak solenne za…

Chcę coś zjeść. Może się nawet ruszać.

Czasem masz ochotę coś zjeść, pomimo braku uczucia głodu. To taka przypadłość XXI wieku, że żarcie jest na wyciągnięcie ręki i nie trzeba za nim biec z dzidą. Strasznie przez to tyjemy.

Nijak nie mogę się pogodzić z faktem, że kalorie z węglowodanów są jak bakterie. Małe, maluteńkie, a w efekcie – booom! I się rozrosłaś jak puszcza Amazońska. Nie wiadomo kiedy.

Dlatego patrzę na etykiety produktów. Jak ktoś zapyta ze zjadliwym błyskiem w oku czy liczę kalorie w Tymbarku, to odpowiadam automatycznie, że sprawdzam poziom emulgatorów, bo jestem alergikiem.

Srutu tutu. Tzn. jestem alergikiem, ale nie znam osoby, która alergikiem by nie była, więc tak jakby – zło się już rozprzestrzeniło, spowszedniało i nie jest trendy.

Muszę przyznać, że czasem jest to ciekawym doświadczeniem sprawdzić zawartość mięsa w szynce lub przeżyć szok stulecia, że ten cukier waniliowy co zawsze kupuję, tak naprawdę jest cukrem WANILINOWYM. A to zupełnie inna bajka. Poza tym, uwielbiam kupować nowe rzeczy do jedzeni…