Przejdź do głównej zawartości

A może budyń..? Słowo o soul rest.

Choć większość z "niedzielnych czytaczy" bloga myśli o mnie jako o samotnej fitnessce udzielającej się pro publico bono* *a przynajmniej większość maili o tym świadczy, większość mojego czasu pochłaniają nie treningi osób przynależących do Iron Church* *Zielona Góra, Zacisze 16 - najlepsze kettle i kawa w mieście, ale marketing i zarządzanie właśnie. Jestem Panią Kierowniczką, czyli Kurą Naczelną.

Oczywiście wszystko w temacie programowania treningowego z kettlebell pod cele wszelakie, metodyki nauczania pod Pole Dance, reklamy obydwu tych stworzeń zarówno lokalnie jak i krajowo, wizerunku klubu, dobru studentów oraz.. pomocy w rozwoju instruktorów i asystentów Centrum Kettlebell.

W związku z tym, kiedy czasem poruszam jakiś drażliwy temat na blogu - wbrew pozorom, nie wylewam własnych żali, nie gadam do siebie i nie wymądrzam się na pokaz. Ten blog ma pomagać nie tylko rozpowszechniać treningi funkcjonalne z kettlebell metodą HardStyle* *i syczenie, nie zapomnijmy o syczeniu. Ma również obwąchiwać pewne bardzo powtarzalne problemy, na których ktoś kiedyś może się niepotrzebnie wyłożyć. W miarę możliwości staram się ostrzegać, pouczać i pomagać przed faktem dokonanym i lizaniem ran.



W dzisiejszym odcinku pogadamy sobie o...

JAK BRONIĆ SIĘ PRZED WYPALENIEM EMOCJONALNYM?


Każdy instruktor rozpoczynający treningi kettlebell jest "zajarany tematem". Każdy ma masę energii, dwie masy pomysłów i trzy masy wizji. Obdarza swoich *klientów* swoim entuzjazmem, zaraża chęcią i popycha do działania.

Milion zdjęć, milion mądrych sentencji. Gadka bez przerwy na jeden temat. Myśli sprowadzające się wciąż do jednego. Jednego czarnego diamentu z rączką.

I nieważne, jakim jest się typem człowieka - introwertykiem czy ekstrawertykiem. Nie ważne, czy udaje się lekkoducha, czy taki stan ciągle nas unosi. To, że kochamy to co robimy, nie oznacza, że będziemy z bananem na twarzy popierdalać na paluszkach - jest OK przestać się uśmiechać! Od tego są zmarszczki, na boga.

Problem pojawia się, gdy ze złego tygodnia robi się zły miesiąc, a z miesiąca pół roku...

Im bardziej się starasz by nikt nie zauważył, tym więcej osób to zobaczy. Co zobaczy? Twoje wypalenie emocjonalne.

Nasza pasja jest ogniskiem. Im więcej do niego drewna dołożymy na raz, tym większy będzie płomień - jednak nikt nie ma dostępu do nieskończonej ilości drewna. Może zdarzyć się tak, że Ci go zabraknie na pewien okres, nim narąbiesz nowego.

Duże płomienie przyciągają wiele stworzonek - mówiąc kurzym językiem: każdy chce się ogrzać w blasku Twojej jedwabistości. Jednak wiele osób = większe zagrożenie wampiryzmem.

Dobrze przeczytałeś. Wampiryzmem.

Wiele osób, nie wiedząc o tym, jest lub bywa wampirami energetycznymi - to dlatego będziesz czuł się po udanym treningu z innymi jakby Cię spasiony kot wyżygał do kuwety. I pomimo tego, że pozornie niczego Ci nie ubyło - czegoś jednak w Tobie zabraknie. Dopóki więc masz okres regeneracji, wszystko jest spoko. Gdy jednak zaczynasz przegrywać z czasem - masz za dużo zajęć, za mało czasu dla siebie...

Ludzie nie pomagają - tym czy innym sposobem będą okradać Cię z energii. Mogą Cię pozytywnie ładować, to fakt, jednak problem w tym, że z 300 komplementów Ty zapamiętasz najbardziej 1 krzywdzącą krytykę... 10 osób może Cię doładowywać energią cały tydzień, a jedna wszystko wessie w godzinę lub pół.

Będziesz maglował problem w myślach, usprawiedliwiał się lub pogrążał, aż nie upłynie wystarczająco dużo czasu, który zaleczy ranę. Możesz mieć 98% sukcesów zawodowych lub osobistych, jedną porażkę i nagle wszystko smakuje dziegciem. Nie chce Ci się tego już robić. Nie masz się nawet o co obrazić, ale i tak Ci się to udaje.

Nie wszystko w Twoim życiu zależy od Ciebie. 


Wyluzuj. Znajdź swój sposób na regenerację emocjonalną. Daj sobie czas, by wróciła Ci ta energia do "chcenia". Nie mów, że to koniec, nie poddawaj się presji. Możesz padać, lecz musisz wstawać, pamiętasz?


Moim sprawdzonym sposobem na regenerację emocjonalną są książki. Mam swoją wielką pufę sako, bardzo pocieszycielski i mięciutki kocyk, całą szufladę ciastek orkiszowych i migdałów (że niby zdrowe przekąski.. bitch, please) oraz kindla pełnego książek o katastrofie nuklearnej. Od czasu do czasu, przy wtórze gniecionego styropianu, zwijam się więc we własnej czasoprzestrzeni, nie odpowiadając na głosy telefonu komórkowego czy internetów* *docierają do mnie jedynie odgłosy kuchni.


Czy znalezienie swojego sposobu na regeneracje emocjonalną powinno być ponad Top Team, Tap Madl czy babeczki z Lidla? TAK. Nie można rzucać wszystkiego w diabły, nie można zaprzepaszczać swoich dokonań, jak duże/małe by one nie były. Trzeba dać sobie czasu. Twoja dusza jest Twoim narzędziem tak samo, jak Twoje ciało. Uczyń je silniejszą poprzez trening i poprzez odpowiedniego resta.


No. A aktualnie "restuję" się tak...


Komentarze

  1. Angie to prawie jak Ange. ;d Ange tez brzmi kozacko, nie martw sie ;p

    OdpowiedzUsuń
  2. o tak. kocyk i książki i ciastka orkiszowe :)
    lepsze są tylko kocyk, książki i czekolada. miłego restu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Taaaa znam coś takiego jak chwilowe wypalenie, aktualnie przebywam w tym stanie, odczekam i wrócę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wygląda trochę jak jakiś podręcznik do rpg, co to ?:)

    Zdrówka i siły.

    OdpowiedzUsuń
  5. pls zdjęcie okladki tego podrecznika. pozdro fajny blog (SZCZERZE!!!!!!)

    OdpowiedzUsuń
  6. Moja reakcja była: "To nie Neuro. Co to?" Dopiero po przeczytaniu odpowiedzi An_ge i ducknięciu tytułu zauważyłam TEN znak wodny na kartkach... Jestem ślepa i niepełnosprytna normalnie... :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Neuro bym poznal :) No dobra, Wasteland 2...no dobra, chyba znowu przytne sen do minimum. Podaj jak mozesz, zestaw ksiazek post-apo, moga byc e-booki.

    OdpowiedzUsuń
  8. Umówmy się, że podrzucę tylko te tytuły, które polecam w ciemno ;)

    Hugh Howey: "Wool", "Shift", "Dust" (po polsku wydana jedna: "Silos")
    Paolo Bacigalupi: "Nakręcana dziewczyna. Pompa numer sześć", "Zatopione Miasta", "Złomiarz"
    Mira Grant: "Przegląd Końca Świata", "Feed", "Blackout" (moje najulubieńsze zombi ever)
    Harry Harrison: "Przestrzeni! Przestrzeni!" (nie typowe post apo, ale dla mnie obowiązkowe)
    Paweł Kempczyński: "Requiem dla Europy" (nie typowe post apo, ale dla mnie obowiązkowe)
    Butler Octavia: "Przypowieść o siewcy" (nie typowe, ale krótkie)
    Paweł Majka: "Dzielnica obiecana" (dla tych co znają: Dmitrij Głuchowski: "Metro 2033", "Metro 2043")

    i za co się zabieram:
    Bartek Biedrzycki: "Kompleks 7215"

    OdpowiedzUsuń
  9. Podziekowal, zaraz bede szukal i przelewal gdzie trzeba. Przynajmniej bede mial co czytac miedzy basenem, a innymi cwiczeniami.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Dupka jak orzeszek, twarz jak rozdeptana pizza

Za każdym razem jak zaczyna grozić blogowi zadęcie profesjonalizmu, zaczynam pisać o pierdołach. Tak, to celowe. Podobno tak się utrzymuje uwagę co płochliwszych rybek w Sieci. Co by jednak nie mówić o temacie, jest on istotny dla kontynuacji gatunku. A przecież budowanie silniejszych, sprawniejszych i ponętniejszych fizycznie ciał nie może obyć się bez wyjściowego pyska. Nawet, gdy stanowi on sam w sobie zaprzeczenie stereotypowego pojęcia piękna. Znowu będzie z autopsji, bo na innych ludziach możliwości eksperymentowania mam ograniczone. Za każdym razem, jak zgłaszałam aptekarzom/kosmetyczkom/doradczyniom sklepowym ciągły problem z cerą - uporczywym trądzikiem - doradzano mi dwie rzeczy: 1. Poczekaj aż minie ci faza dojrzewania. 2. Musisz myć twarz rano i wieczorem. Seriously. SERIOUSLY. Rozumiem, że moja fizjonomia może budzić lekkie wątpliwości co do mojej inteligencji i nie zaprzeczam, że mam swoje dni, gdzie wszystko co wychodzi z moich ust przypomina o tym, że

Czy honorują Państwo karty Benefit?

Średnio kilka razy w miesiącu dostaję telefon z takim pytaniem. Przez pierwsze dwa lata odpowiadałam grzecznie, że "nie, nie honorujemy, ale pierwsze zajęcia oferujemy gratis i mamy świetną ofertę na...". Za każdym razem jednak dostawałam lekko arogancką i znudzoną odpowiedź "a to dziękuję", by nie powiedzieć, że drzwi jebiemnietoizmu waliły mnie w twarz . Przez drugi rok działalności mojego klubu IRON CHURCH , który kosztował i wciąż kosztuje mnie masę zdrowia, nerwów i pieniędzy* *czyli zupełnie jak mój kot , wdawałam się w polemikę typu "nie, nie *honorujemy*, gdyż nasi Instruktorzy PŁACĄ ciężkie pieniądze za oferowaną u nas wiedzę, zatem muszą je zarabiać". Zauważyłam jednak, że spotyka się to z kompletnym brakiem zrozumienia* *seriously, I'm shocked , jak gdybym po chamsku ODMAWIAŁA przyjęcia pieniędzy od firmy Benefit. Nie kwestionuję mojego chamstwa. Po co miałabym się niby tyle uśmiechać i ryzykować pomarszczeniem ryjka na późną starość w w

Kobiety nie biegają za mężczyznami

tak jak pułapki nie biegają za myszami. (dwa głębokie wdechy) Cześć, nazywam się Angela i NIE BIEGAM . Nie stosuję endomodo, nie noszę bransoletek nike'a, nie wiem jak wygląda adidas miCoach. Używam telefonu, od którego jestem bardziej smart i niestety nawet jakbym chciała, to ZOMBIE mi nie działają. Prawdę mówiąc może dwa razy w życiu biegłam do autobusu. Bieganie zawsze traktowałam trochę jak fizyczne upokorzenie, preferując poruszanie się dostojnym ślizgiem gejszy, ewentualnie krabim podskokiem via Zoidberg. Rozumiem ideę "do biegania trzeba się przekonać biegając" , jednak jej atrakcyjność plasuję w okolicach kotletów sojowych. Jeśli podzielasz - ta notka jest dla Ciebie. Przeczytałam kilka mądrych artykułów na temat "biegając bez diety NIE SCHUDNIESZ" . Pogadałam ze znajomymi, którzy karierę biegania zakończyli na różnych kontuzjach kostek i kolan . Wysłuchałam zalet, doceniam element "oczyszczenia głowy z myśli", dostrzegam ironię przekonania v