Przejdź do głównej zawartości

Programowanie dla Opornych - wersja dla kursantów.

Zastanawiałaś się kiedyś, czemu tyle płacisz za to, że pocisz się pod czyimś okiem? Czemu dajesz rozporządzać komuś Twoim ciałem i energią, i jeszcze na to wydajesz pieniądze? A może żyjesz w głębokim przeświadczeniu, że zhakowałeś system, bo nie bulisz nikomu za to, że liczy Ci powtórzenia...?

Będzie krótko, dosadnie i bez spiny. Miałam nagrać vloga, ale znam siebie, i wiem, że fantazja by mnie poniosła i "krótko" to by nie trwało. Usiądź zatem wygodnie, sprawdź czy koteł ma pełną miskę i czytaj pismo obrazkowe. Uwaga! Może Ci się zmienić trochę w głowie.
 To Ty.









1. A to twoja homeostaza. Ona oraz laska o imieniu Adaptacja, to 75% dzisiejszej opowieści. Więc skup się.



Ta zielona kropka (kropki) oznaczające, gdzie jesteś jak nie trenujesz. I nie poruszamy teraz problemu, gdzie te kropki sobie podążają, jeżeli postanawiasz kontynuować żywot jako Wielki Jamochłon Brzydzący się Ruchem. Przed rozpoczęciem regularnych treningów jesteś "na linii mety", a niebieska linia to jest Twój trening, który ewidentnie zaburza nasza homeostazę. Linia żółta jest tym uczuciem, które masz na drugi dzień po treningu - czyli głównie jest to usilne nawoływanie mózgu za pomocą bólu ciała do tego, byś się wziął i ogarnął i nigdy więcej tego (niebieska kreska) nie powtórzył. Albo umrzesz.



2. Na scenę wkracza Adaptacja, która podnosi (przy dobrym skalowaniu trudności treningowej) Twój punkt wyjściowy troszeczkę w górę. I zaczynamy zabawę od nowa (kreska kreska kropka), czyli trening-"zakwasy"-rest-trening-"zakwasy"-rest etc.

3. Gdyby nie fakt, że Adaptacja zależy od niebieskiej linii i jej jakości (ja mówić w skrócie), żyli byśmy w bajce, gdzie każdy trening to nowy rekord lub zgubione/zyskane centymetry. Jednak Adaptacja to (kwiiiiik) która bardzo lubi, jak robisz to samo, bo wtedy nie musi pracować. Bo w końcu jak jej odpłacasz, że ona zaiwania z substratami energetycznymi, czyni Cię coraz silniejszym, szybszym i wydolniejszym? Oczywiście, że zwiększasz poprzeczkę treningową...



4. Zanim przejdziemy dalej, potrzebujemy przyjrzeć się obrazkowi powyżej. Niestety skok adaptacyjny nie jest wprost proporcjonalny do "ciężkości" treningu i nie da się trenować "na zapierdol" długom by żółta krzywa nie zapikowała w dół. By kropka adaptacyjna wskakiwała szybko (a przynajmniej regularnie) coraz wyżej - kłania się układanie treningu do możliwości konkretnej osoby. I uwaga: układanie oraz RESPEKTOWANIE tego planu.

TU (niebieskie kreski) pracuje instruktor na swoją miskę ryżu. Jeżeli TU (niebieskie kreski) będzie impreza, to na końcu naszej niezbyt kolorowej tęczy będzie bez zmian. Orbitujmy zatem dalej.



5. Zanim zapytacie, czemu na początku treningów robiąc "cokolwiek" macie efekty, rozrysuje wam kolejną kwestię do wzięcia pod uwagę - czyli systemy energetyczne. Na początku Waszej jamochłonowej drogi, te systemy są na poziomie Rowu Mariańskiego lub, w kilku znanych mi przypadkach, 17m w głąb błota owego Rowu. Zaczynając "przygodę" ze sportem jesteśmy tak pełni zapału, że chcemy robić WSZYSTKO i DUŻO i CZĘSTO. Zatem wszystkie systemy zostają postawione w stan alarmowy i dają z siebie wszystko.

A że systemy nie wiszą sobie w oderwaniu tylko współdziałają ze sobą na zasadzie przekazywania sobie pałeczki, to nie pomijasz eksploatacji żadnego z nich. Dopiero później cierpisz z powodu opierania swojej pracy głównie o jeden system (zwykle aerobowy lub glikolityczny). Jak progres osób średnio i zaawansowanych wiąże się z programowaniem treningu? To niestety nie zakres programowania dla opornych.



6. Jeżeli treningami przyzwyczaisz swoje ciało do korzystania z jednego systemu energetycznego - staniesz się bardzo mocny w tym systemie i.. bardzo słaby w innych. To ta (kwiiiiik) adaptacja. A brak równowagi prędzej czy później gdzieś odbija się czkawką (np. plecy u maratończyków). Powoli więc zaczynasz ogarniać pojęcie różnorodności treningowej.



7. Gdyby źle pojęta różnorodność treningowa, przejawiająca się najczęściej jako planowanie jednego treningu w oderwaniu od wszystkich innych, działała z treningu na trening - uwierz mi, miliony instruktorów by zacieszało papę, bo ich życie stało by się tak proste, jak wydaje się to ludziom spoza branży. Skoro więc nie działa (and we are screweeed), potrzebujesz patrzeć na jakiś cykl (mezo mikro makro whateva) czyli większa ilość treningów w kupie. I tu może przyjść nuda. Nuda, która jest wrogiem Ciebie.



8. Zdecyduj sam. Albo chcesz rozrywki, albo chcesz efektów. Jeżeli masz instruktora, który potrafi najnudniejszy trening świata przeprowadzić jak show w LasVegas, daj mu podwyżkę. Jeżeli przychodzisz do klubu po rozrywkę, a jakieś efekty są ubocznym skutkiem jakiś treningów - i tobie to odpowiada - nie rozliczaj instruktora z tego, czego nie masz.
Wciąż powtarzam, że nie każdy musi być zawodowcem, a każdy sport można uprawiać dla czystej przyjemności.

Zatem bez spiny. Jestem tu po to, żeby wyjaśniać i zachęcać, a nie wkładać kołki w dupę. A no. I jeszcze, żeby wcisnąć Ci nową koszulkę. 90% bawełna, 10% elastan. Oferta limitowana, w konkretnych rozmiarach, dostępna na www.centrumkb.pl/sklep




Komentarze

  1. Bardzo ciekawie przygotowany post. Chociaż większość informacji była mi znana, to i tak z chęcią poświęciłam chwilę, by zapoznać się z tym wpisem :)

    OdpowiedzUsuń
  2. :) Mam pytanie acz nie wiem czy tutaj odpowiesz...oczywiście świetny wpis jak zawsze, śledzę bloga od dwóch lat i zawsze znajdę coś fajnego dla siebie,do tego napisanego błyskotliwym językiem;) A moje pytanie dotyczy swingu jednorącz- widzę na Twoich filmikach a także innych instruktorów SFG że ręka NIE trzymająca ketla "wykonuje" solidny zamach za linię ciała (wizualnie do tyłu) , co ma pomoc w transferze mocy, natomiast na zajęciach w swoim mieście z instruktorką hardstyle od Was , dowiedziałam się że to jest błąd i ramię może iść co najwyżej do boku, nigdy za siebie. No i przyznam że jestem skołowana trochę . W sensie co jest błędem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej! Sorry, że tak późno, ale dopiero zaczynam odnajdywać się na tej platformie... (...kłamstwo, dalej nie wiem co robię ;])
      W skrócie: Nie wiem! Staram się ani nie utrudniać sobie życia, ani go w treningu nie ułatwiać - tylko robić wszystko zgodnie z tym, co podpowiada mi ciało. Dla mnie to nie jest błąd, ale może faktycznie coś mnie mądrego ominęło? Idę poszukać literatury w tym temacie.

      Usuń
    2. :D Jesli autorytet mowi ze to nie jest blad-to zdecydowanie mi to wystarczy:)Dziekuje za odpowiedz! 👍

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Old peoples kettlebells - notka geriatryczna o Tobie.

Czujesz boskie uniesienie i dodatkową moc, gdy jednocześnie z grupą machasz swingi. Tempo. Dźwięk. Masa. Oddech. Przekraczanie granic.

Odstawiasz kettla, symulujesz rozciąganie, myjesz się, przebierasz, żegnasz z ekipą. I umierasz w domu.

To starość Cię dogania.
Człowiek jest zwierzęciem stadnym. Nie bez powodu każda kultura na planecie ziemi (z wyjątkiem kultur bakterii) ma w swoich strukturach społecznych jako karę jakąś formę odizolowania jednostki od masy.  Więzienie, banicja, wykluczenie społeczne, etc. Chcemy się wyróżniać na tle innych, ale jednocześnie "przynależeć". Instynkt stadny pełną gębą odzywa się już na poziomie doboru partnera czy zwierzęcego towarzysza. Nic wiec dziwnego, ze zajęcia ruchowe w grupie cieszą się niesłabnącym powodzeniem.

Może nie czysto kettlowe, ale o tym zaraz. (jak jesteś tu tylko po trening, to znajdziesz go na końcu notki)

Czy to w grupie z jednym tempem, czy bardziej w stylu siłowni - ludzie chcą być widziani, że "mogą, i to ile!&…

Kettle leczą - ale czy wszystko? Depresja w zawodzie Instruktora

Nie było mnie tak dawno, że zdążyłam zapomnieć loginu do konta (gdyby ktoś był bardzo ciekaw, to brzmi nie.zadawaj.głupich.pytań@gmail.com; poważnie). Głównie dlatego, że obiecałam sobie nie obciążać bloga swoim utyskiwaniem na ludzi/świat/przypadki losu, i pisać jedynie w klimacie stad-up'a o rzeczach ważnych i pouczających (ewentualnie o pierogach).

No i tym sposobem milion lat później, w odległej galaktyce...
Wszystko zaczęło się od przygotowań do mojej prelekcji na pewnej konferencji - a dokładnie, na składaniu materiałów do tematu "Top 10 błędów osób zaczynających utrzymywać się ze sportu". Nawiasem mówiąc, wyszło mi jakieś 2h monologu, więc czekam aż Marvel Studio złoży mi propozycję... no nieważne.

Jeden z podpunktów dość spektakularnie zajął moją głowę, a że klimat z pogranicza wstydliwych jak grzybica stóp - oczywiście, że się trochę nad nim rozwiodę, bo jestem Angela.

Errata: Pomimo czarnego humoru, który nieustannie mi dopisuje, niektórzy mogą mieć problem z prz…

Rosyjskie brzuszki czyli polska masakra na trening ABS

Na wstępie powiedzmy sobie tak: masz niezbywalne prawo do popsucia siebie, ale nikogo więcej.

Pod wstępem zaznaczmy, że Angela swojego czasu była znana jako autor serii Mordercze Brzuszki i jeszcze wciąż się tego wstydzi. Zatem notka nie służy wywyższaniu się, a jedynie powszechnej informacji ku polepszeniu standardów treningowych.

 A już zupełnie małą czcionką dodajmy, że tak, dalej w swoich programach mam rosyjskie brzuszki z pewnych powodów... Ułożywszy tym samym odpowiedni wstęp, jeżeli zamierzasz się oburzać na dalszą "niewiarygodną" treść BO PRZECIEŻ MILIONY BRZUSZKÓW NA CZAS SĄ FAJNE – to Twoja brocha, ja nie będę niczemu winna. Zatem... ZACZYNAMY! (jest ściana tekstu, ale nie ma suchego drewna ani kwasu ocznego. Zostań!)


Jaki brzuch kto ma, każdy widzi. Niektórzy chwalą się nim bardziej niż inni, czasem mając dobre ku temu powody, głównie jednak należy zauważyć, że jeżeli czyjś profil na insta lub FB lub innym modnym portalu społecznościowym składa się głównie z…