Może dlatego, że tyle w życiu chcę zrobić, tak mało czasu mam przez to, że tylu rzeczy się chwytam, tak bardzo intensywnie żyję - nie mam czasu na bezsensowne ZABIJANIE SIĘ treningiem. Lubię się zmęczyć ciężarami, jednak zawsze w celu levelowania swoich innych umiejętności. Pod tym względem pole dance jest mądrzejszy* *ledwo mi to przez palce przeszło niż popularne treningi z odważnikami - tam zawsze trenujesz coś po coś - by zrobić uniesienie, by płynniej wykonać ruch, by wejść w nowy trik czy dociągnąć gdzieś kończynę. Natomiast biorąc średnią krajową treningów kettlowych pod uwagę - tam chodzi o to, by się wypocić z tłuszczu i spompować mięso na bicku czy cycku. Znam niewiele rzeczy głupszych od tego, i to nie dlatego, że nie chciałabym mieć mniej tkanki tłuszczowej czy większego pośladka. Ja też lubię "beast mode". Ale z głową.
Centrum Treningu Domowego