Nie cierpię czytać wszelakich fitnessowych fan page'y czy blogów. Nawet pewnie nie zdajecie sobie sprawy, ile mamy zachwycającej urody Polek, które mają ciała jak spod dłuta Michała Anioła. I one publikują . Publikują zdjęcia z rąsi, zdjęcia z lustra, zdjęcia żarcia dla chomików, wpisy motywacyjne (które moja sarkastyczna osoba postrzega jako "CIESZYMY SIĘ! Supcio supcio!" w połączeniu z gwałtownymi wymachiwaniami przeszczepów) , złote myśli ("Nigdy nie przestawaj walczyć! Dzień sukcesu jest coraz bliżej!") , wyliczenia rodzajów własnej aktywności fizycznej i ... Dobra, przepraszam, trochę pluję jadem. Ale wciąż się miło uśmiecham, więc chyba to wybaczalne. Nie piszę tego z zazdrości, nie piszę tego by ośmieszyć entuzjazm fitnessek . Ogólnie piszę to, bo najbardziej bałam się, że mój blog sprowadzi się w pewnym momencie do "Wierzę w Ciebie! Super Ci idzie! POTRAFISZ! Trzymaj tak dalej!" - czyli tego, na co mam uczulenie. Wciąż jednak dziwne się ludziom...
Centrum Treningu Domowego