Przejdź do głównej zawartości

Jesteś brzydka, gruba i głupia?

Ćwicz z kettlami, a nie będziesz gruba!
[wyimaginowane werble]

Tak tak, ten żart mi się nigdy nie znudzi.

Ale. Porozmawiajmy sobie o CELACH i REZULTATACH.

Mój nowy challenge dotyczy podciągania się na drążku - zarówno w podchwycie jak i nachwycie. Chwilę walczyłam ze sobą, czy szpagat nie byłby bardziej szpanerski, ale.. nie ma różnicy dla mojego ego czy urośnie jeszcze bardziej. Na tym etapie praktykowania jebiemnietoizmu pewne rzeczy tracą na znaczeniu. Chociaż ostatnio przeczytana sentencja "Nie mam problemu ze swoim ciałem. Dopóki ktoś na nie nie patrzy." spłynęła na mnie niczym bliss.

Przecież wszystko rozchodzi się o tych INNYCH ludzi.

Możesz sobie wmawiać, że na jednoosobowej stacji kosmicznej komunikującej się z resztą świata raz na tydzień, codziennie wkładałabyś photoshopa na twarz, rezygnowała z czekoladowego budyniu, goliła nogi, malowała paznokcie czy kremowała swoje przeszczepy. Bitch, please.

Skoro więc dążymy do własnych celów by "inni widzieli", to niech te cele będą najsensowniejsze. Niech nam się wytrenowana umiejętność przyda w życiu, gdy na przykład przyjdzie nam doczekać apokalipsy i zombie.

Schudnięcie do rozmiaru 34 - jako cel jest beznadziejny.

Wytrenowanie kopnięć na głowę by zakończyć dyskusję raz a dobrze - jest już lepszym konkretem. I widowiskowe, i pożyteczne.

Oczekiwanie rezultatów z zegarkiem w ręku, tudzież ulotką reklamową, będzie domeną ludzi nieuświadomionych. Powiedziałam "nieuświadomionych"a nie "głupich" więc nie strzelaj mi tu focha. Kiedy powiesz koleżankom, że zapisałaś się na kurs gry na gitarze, spodziewaj się pytania po tygodniu - "i co? umiesz już coś grać?". Kiedy zapiszesz się na judo - "no pokaż jakąś technikę!". Informując ludzi o swoich celach bierz pod uwagę, że będą oczekiwać po tobie więcej, niż po sobie. A pokaż raz, że coś umiesz, to już zawsze będziesz musiała udowadniać, że masz to w małym palcu u stopy.

Zalety bycia "nikim i nigdzie" nijak się jednak mają do tego pierwszego kopa szczęścia, gdy wreszcie cel swój osiągasz. Chodzisz i lśnisz.

Ja na razie dopiero się poleruję. Nie jest łatwo. Często się nie chce. Jest milion wymówek na wyciągnięcie ręki, każda dobra, choć nie każda logiczna. Pozwalam sobie na chwilę zwątpienia, kilka słów "walić to, na co mi to tak w ogóle", po czym ściskam dupę i robię co mam robić. Dążę do celu, nie skreślając dni w kalendarzu.

Jeżeli czytasz to z niedowierzaniem lub zdziwieniem, to wiedz, że nie mam łatwiej niż Ty. Nikt nie ma łatwiej. Może być tylko ciężej, gdy borykasz się z kontuzjami, chorobą czy przypadłością. (p.s. "lenistwo" nie podpada pod "przypadłość")

Zawsze gdy zobaczysz kogoś robiącego coś co Ty byś chciała robić pomyśl, że "no cóż, mogłabym tak, ale mi się nie chce" i albo odpuść sobie i bądź dalej nikim specjalnym, albo zacznij do tego dążyć. SAMO SIĘ NIE ZROBI, tak tylko przypominam.

A teraz do roboty!



Twoja sobotnia„trucizna”
Czas: do 15 minut
Ćwiczenia:
1. Swing jednorącz
2. Żuraw
3. Snatch
4. Triceps - ławeczka/krzesło
5. Scyzoryki

Twoja rozpiska:
Macham kettlem 12kg - już niedługo będą u nas w sprzedaży, więc poczekaj na Mikołaja, a teraz ćwicz tym co masz.
Przy swingu pamiętaj o wyprostowaniu sylwetki - napinaj całe ciało w górze! I pilnuj tych kolan. Tylko panie lekkich obyczajów rozchylają je publicznie.
Przy żurawiu Twoja noga podporowa (ta na której stoisz) jest w neutralnej pozycji - ani nie zgięta, ani nie przeprostowana. Powinnaś czuć mięśnie pupy i tych z tyłu uda. Jeżeli od razu ich nie poczujesz - nie martw się, w drugiej serii za drugim podejściem problem powinien się rozwiązać..
Nie umiesz snatch'a? Spoko. Weź coś ciężkiego (acz martwego) i wyciskaj w górę.

Zielona: trzy razy - 10 powtórzeń w jednej serii.
Pomarańczowa: trzy razy - 10 powtórzeń w dwóch seriach
Czerwona: cztery razy - 10 powtórzeń w dwóch seriach

Enjoy!

P.S. Nie wyłączaj, póki nie zobaczysz Gościa Specjalnego w tym odcinku ;)

Komentarze

  1. Wpis rewelacja!

    Biedny manekin.. Swoja drogą przez cały filmik zastanawiałam się ,po cholerę stoi tam manekin.. , nie widziałam ze to facet.. Myślałam ze wolnych chwilach projektujesz ciuchy!
    Wytłumaczenie mam takie : sprzęt z kravki jest mi obcy :-P

    Ale szybkosc uderzeń... Szokuje. Juz wiem skąd tyle facetów na treningach jest... ,chce być tak szybki jak mój trener, :-D

    No ... Tak jak będziesz pytać o zdanie to ja jestem za tym aby na końcu pokazać codziennie innego niż trening :-P przynajmniej czeka się z niecierpliwością do końca! :-P

    OdpowiedzUsuń
  2. ~Tym Razem Cwiczaca od Rana :)26 listopada 2012 11:07

    Witam ponowinie,zastanawia mnie bardzo ile czasu dziennie poswiecasz na trening ?

    ( uff , wszystko mnie boli po tych cwiczeniach , co mnie niezmiernie cieszy ! :) )

    OdpowiedzUsuń
  3. Zacznijmy od tego, że to temat na całą notkę ;)
    Ale wychodzi 3 razy na tydzień.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Dupka jak orzeszek, twarz jak rozdeptana pizza

Za każdym razem jak zaczyna grozić blogowi zadęcie profesjonalizmu, zaczynam pisać o pierdołach. Tak, to celowe. Podobno tak się utrzymuje uwagę co płochliwszych rybek w Sieci. Co by jednak nie mówić o temacie, jest on istotny dla kontynuacji gatunku. A przecież budowanie silniejszych, sprawniejszych i ponętniejszych fizycznie ciał nie może obyć się bez wyjściowego pyska. Nawet, gdy stanowi on sam w sobie zaprzeczenie stereotypowego pojęcia piękna. Znowu będzie z autopsji, bo na innych ludziach możliwości eksperymentowania mam ograniczone. Za każdym razem, jak zgłaszałam aptekarzom/kosmetyczkom/doradczyniom sklepowym ciągły problem z cerą - uporczywym trądzikiem - doradzano mi dwie rzeczy: 1. Poczekaj aż minie ci faza dojrzewania. 2. Musisz myć twarz rano i wieczorem. Seriously. SERIOUSLY. Rozumiem, że moja fizjonomia może budzić lekkie wątpliwości co do mojej inteligencji i nie zaprzeczam, że mam swoje dni, gdzie wszystko co wychodzi z moich ust przypomina o tym, że

Czy honorują Państwo karty Benefit?

Średnio kilka razy w miesiącu dostaję telefon z takim pytaniem. Przez pierwsze dwa lata odpowiadałam grzecznie, że "nie, nie honorujemy, ale pierwsze zajęcia oferujemy gratis i mamy świetną ofertę na...". Za każdym razem jednak dostawałam lekko arogancką i znudzoną odpowiedź "a to dziękuję", by nie powiedzieć, że drzwi jebiemnietoizmu waliły mnie w twarz . Przez drugi rok działalności mojego klubu IRON CHURCH , który kosztował i wciąż kosztuje mnie masę zdrowia, nerwów i pieniędzy* *czyli zupełnie jak mój kot , wdawałam się w polemikę typu "nie, nie *honorujemy*, gdyż nasi Instruktorzy PŁACĄ ciężkie pieniądze za oferowaną u nas wiedzę, zatem muszą je zarabiać". Zauważyłam jednak, że spotyka się to z kompletnym brakiem zrozumienia* *seriously, I'm shocked , jak gdybym po chamsku ODMAWIAŁA przyjęcia pieniędzy od firmy Benefit. Nie kwestionuję mojego chamstwa. Po co miałabym się niby tyle uśmiechać i ryzykować pomarszczeniem ryjka na późną starość w w

Kobiety nie biegają za mężczyznami

tak jak pułapki nie biegają za myszami. (dwa głębokie wdechy) Cześć, nazywam się Angela i NIE BIEGAM . Nie stosuję endomodo, nie noszę bransoletek nike'a, nie wiem jak wygląda adidas miCoach. Używam telefonu, od którego jestem bardziej smart i niestety nawet jakbym chciała, to ZOMBIE mi nie działają. Prawdę mówiąc może dwa razy w życiu biegłam do autobusu. Bieganie zawsze traktowałam trochę jak fizyczne upokorzenie, preferując poruszanie się dostojnym ślizgiem gejszy, ewentualnie krabim podskokiem via Zoidberg. Rozumiem ideę "do biegania trzeba się przekonać biegając" , jednak jej atrakcyjność plasuję w okolicach kotletów sojowych. Jeśli podzielasz - ta notka jest dla Ciebie. Przeczytałam kilka mądrych artykułów na temat "biegając bez diety NIE SCHUDNIESZ" . Pogadałam ze znajomymi, którzy karierę biegania zakończyli na różnych kontuzjach kostek i kolan . Wysłuchałam zalet, doceniam element "oczyszczenia głowy z myśli", dostrzegam ironię przekonania v