Przejdź do głównej zawartości

6 najlepszych rzeczy... cz.2

iiiii... po krótkiej przerwie na reklamy, powracamy!

4. "..bo co inni powiedzą?"

Paraliż związany z opinią innych o Tobie, jest.. Twoim wyborem. Nie robisz tego co chcesz robić z obawy przed tym co inni MOGĄ sobie pomyśleć? A może, tylko MOŻE, kij ich obchodzisz mały pępku świata?

Jeżeli wszyscy myślą, że jesteś kaczką - pokaż, że jesteś łabędziem.



Czy boisz się, że podążanie własną ścieżką narazi Cię na ostracyzm, wyśmianie, opuszczenie przez najbliższych przyjaciół? Czy może idziesz do pracy której nienawidzisz, by zarobić pieniądze tylko po to by kupić rzeczy które nie są Ci potrzebne, ale mogą stanowić powód do zazdrości osób które w sumie to mało Cię obchodzą..?

Możesz być najpopularniejszą osobą w szkole, ale wierz mi, to krótka droga do codziennego udawania, że wszystko jest ok. Bo gdy nie jesteś sobą, nie realizujesz SWOICH celów i marzeń, to jesteś tak naprawdę aktorem w kiepskiej masce w kiepskim show - zostaniesz zdjęta z anteny prędzej czy później. I nigdy nie będziesz szczęśliwa, robiąc rzeczy pod dyktando innych. Christian Grey NIE ISTNIEJE, deal with it.

Rób rzeczy dla siebie nie krzywdząc innych
to Twoje życie, i nikt inny nie przeżyje go za Ciebie.


5. Lew nie traci snu przez opinię owcy.

To moje życiowe motto. Pomogło mi w najczarniejszych godzinach pełnych zwątpienia, zniechęcenia i duchowego kryzysu, choć długo trwało, nim do niego "dorosłam". Wciąż pomaga, gdy natykam się na mur ignorancji, intelektualnej zapaści czy zwyczajnej złej woli. (Poza tym, jak sobie czasem rykniesz, to tak lepiej się robi na duszy.)

Jeżeli spędzasz 80% swojego czasu w poczuciu permanentnej krzywdy "bo on powiedział" czy "bo ona zrobiła" widząc we wszystkim złośliwość i krytykę pozbawioną sensownych podstaw, to strasznie marnujesz swój czas, którego żadne pieniądze Ci nie zwrócą. Branie wszystkiego do siebie, przeżywanie przed snem wszystkich domniemanych przykrości czy rozgrzebywanie na nowo ran wraz z posypywaniem ich solą, jest domeną większości ludzi. Świadczy niestety o tym, że są słabi - a skoro Ty chcesz być SILNA, musisz PRZESTAĆ.

Na początek - Przestań słuchać jak masz/powinnaś wyglądać!



Może Ci się wydawać, że są jakieś ideały. Możesz przez to patrzeć na siebie ciągle przez pryzmat komentarzy innych osób i żyć w ciągłej depresji, że "tak nie wyglądasz" lub "taka nie jesteś". Sięgnięcie emocjonalnego dna jest w porządku. Pozostanie na dnie - już nie. Masz się odbić za każdym razem, gdy znajdziesz się w tym dole. Nawet gdy zaczniesz panikować, że nie czujesz gruntu pod nogami. "Stało się, było, musi minąć". Idź dalej, tylko nie na kolanach chcąc dosięgnąć czyichś pięt.


6. Wszystko co było, sprawiło że jesteś jaka jesteś -teraz.

Nie ma co wymawiać sobie tego ciastka, które tak jakoś samo się zjadło. Jesteśmy gliną całe nasze życie. Wszystko co dobre i co złe kształtuje nas, odciska swoje piętno, zmienia formę. Żałując ciągle tego co było czy wymawiając sobie przeszłość pozbawiasz się urody życia. Owszem, za złe rzeczy powinno się czuć skruchę (ja czuję skruchę po dzisiejszym befsztyku z sosem kawowym - samo zuoooo), jednak nie pustą i pozbawioną sensu. Wyciągnij lekcję z życia, pogódź się, że nie zmienisz przeszłości i postaraj się, by przyszłość była lepsza. Żyj więcej dniem dzisiejszym.

Pewien profesor w czasie lekcji ze studentami podniósł szklankę wypełnioną wodą do góry. Uniósł ją tak wysoko, aby każdy mógł zobaczyć i zadał pytanie uczniom:
- Ile według Was waży ta szklanka?
- 10 dag, 20 dag, niewiele - zaczęły padać odpowiedzi.
- A co się stanie, jeśli będę trzymał tę szklankę przez godzinę w ręku? - zapytał profesor.
- Zaboli cię ręka - odpowiedzieli studenci.
- A co, jeśli będę ją trzymał tak przez cały dzień - ponownie zapytał profesor.
- Nadwyrężysz mięśnie, nabawisz się bólu, bolesnych skurczy, odrętwienia... będziesz musiał iść do lekarza - zaczęli wyliczać studenci.
- Macie rację - odpowiedział profesor, - z całą pewnością te wszystkie oraz podobne im objawy i dolegliwości wystąpią. Ale powiedzcie mi, czy w międzyczasie waga szklanki się zmieniła? Stała się cięższa i dlatego wywołała takie problemy?
- Nie - odpowiedzieli studenci.
- Więc co wywołało napięcie i ból moich mięśni?
- Trzymanie jej przez zbyt długi czas!
- A co mógłbym zrobić, aby tego uniknąć? - zapytał profesor
- Odstawić ją... po prostu... - odpowiedzieli ze śmiechem studenci.
" Z problemami w życiu jest dokładnie tak samo. Gdy pojawiają się i myślisz o nich tylko przez chwilę - nie wydają się być ciężkie i przytłaczające. Gdy skupisz się na nich przez kilka godzin - zaczynają wywoływać napięcia i ból. Gdy towarzyszą Ci przez kilka dni paraliżują Cię i pozbawiają siły i chęci do działania. Dlatego ważne jest, aby nie tylko zauważać problemy, ale także, aby umieć "odstawić je", zareagować odpowiednio szybko, aby nie nabrały "zbędnej wagi".



I obiecany trening!

Czas: 20 minut

Ćwiczenia:
1. Bieg o pośladki
2. Przysiad na jednej nodze
3. Pompka do dłoni
4. Jackson na kolanach
5. Drabina SWING

Twoja rozpiska:

Zielona: 1. 3x20, 2. 5 powtórzeń na nogę w 3 seriach, 3. 10 zwykłych pompek w dwóch seriach (mogą być damskie!), 4. Twój maks lub 10 głębokich oddechów w 3 seriach, 5. Drabina 1-10 w dwóch seriach (do 8kg).

Pomarańczowa: 1. 3x20, 2. 5-6 powtórzeń na nogę w 3 seriach, 3. 10 pompek w 3 seriach (mogą być damskie!), 4. Twój maks lub 10 głębokich oddechów w 3 seriach, 5. Drabina 1-10 w trzech seriach (do 12kg).

Czerwona: 1. 3x20, 2. 5-7 powtórzeń na nogę w 3 seriach, 3. 10 pompek w trzech seriach (ostatnie mogą być damskie!), 4. Twój maks lub 10 głębokich oddechów w 3 seriach, 5. Drabina 1-10 w trzech seriach (ok 16-20kg).

Enjoy!

Komentarze

  1. Angie jak ja Tobie dziękuję... każde słowo Twojego postu boli mnie, bo to prawda ;)

    Ponadto śnisz mi się po nocach :D Serio, już któryś raz mam z Tobą trening w nocy :D:D (jakkolwiek to brzmi nie mam nic kosmatego na myśli ;))

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakkolwiek to zabrzmi - I'm flattered :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Dupka jak orzeszek, twarz jak rozdeptana pizza

Za każdym razem jak zaczyna grozić blogowi zadęcie profesjonalizmu, zaczynam pisać o pierdołach. Tak, to celowe. Podobno tak się utrzymuje uwagę co płochliwszych rybek w Sieci. Co by jednak nie mówić o temacie, jest on istotny dla kontynuacji gatunku. A przecież budowanie silniejszych, sprawniejszych i ponętniejszych fizycznie ciał nie może obyć się bez wyjściowego pyska. Nawet, gdy stanowi on sam w sobie zaprzeczenie stereotypowego pojęcia piękna. Znowu będzie z autopsji, bo na innych ludziach możliwości eksperymentowania mam ograniczone. Za każdym razem, jak zgłaszałam aptekarzom/kosmetyczkom/doradczyniom sklepowym ciągły problem z cerą - uporczywym trądzikiem - doradzano mi dwie rzeczy: 1. Poczekaj aż minie ci faza dojrzewania. 2. Musisz myć twarz rano i wieczorem. Seriously. SERIOUSLY. Rozumiem, że moja fizjonomia może budzić lekkie wątpliwości co do mojej inteligencji i nie zaprzeczam, że mam swoje dni, gdzie wszystko co wychodzi z moich ust przypomina o tym, że

Czy honorują Państwo karty Benefit?

Średnio kilka razy w miesiącu dostaję telefon z takim pytaniem. Przez pierwsze dwa lata odpowiadałam grzecznie, że "nie, nie honorujemy, ale pierwsze zajęcia oferujemy gratis i mamy świetną ofertę na...". Za każdym razem jednak dostawałam lekko arogancką i znudzoną odpowiedź "a to dziękuję", by nie powiedzieć, że drzwi jebiemnietoizmu waliły mnie w twarz . Przez drugi rok działalności mojego klubu IRON CHURCH , który kosztował i wciąż kosztuje mnie masę zdrowia, nerwów i pieniędzy* *czyli zupełnie jak mój kot , wdawałam się w polemikę typu "nie, nie *honorujemy*, gdyż nasi Instruktorzy PŁACĄ ciężkie pieniądze za oferowaną u nas wiedzę, zatem muszą je zarabiać". Zauważyłam jednak, że spotyka się to z kompletnym brakiem zrozumienia* *seriously, I'm shocked , jak gdybym po chamsku ODMAWIAŁA przyjęcia pieniędzy od firmy Benefit. Nie kwestionuję mojego chamstwa. Po co miałabym się niby tyle uśmiechać i ryzykować pomarszczeniem ryjka na późną starość w w

Kobiety nie biegają za mężczyznami

tak jak pułapki nie biegają za myszami. (dwa głębokie wdechy) Cześć, nazywam się Angela i NIE BIEGAM . Nie stosuję endomodo, nie noszę bransoletek nike'a, nie wiem jak wygląda adidas miCoach. Używam telefonu, od którego jestem bardziej smart i niestety nawet jakbym chciała, to ZOMBIE mi nie działają. Prawdę mówiąc może dwa razy w życiu biegłam do autobusu. Bieganie zawsze traktowałam trochę jak fizyczne upokorzenie, preferując poruszanie się dostojnym ślizgiem gejszy, ewentualnie krabim podskokiem via Zoidberg. Rozumiem ideę "do biegania trzeba się przekonać biegając" , jednak jej atrakcyjność plasuję w okolicach kotletów sojowych. Jeśli podzielasz - ta notka jest dla Ciebie. Przeczytałam kilka mądrych artykułów na temat "biegając bez diety NIE SCHUDNIESZ" . Pogadałam ze znajomymi, którzy karierę biegania zakończyli na różnych kontuzjach kostek i kolan . Wysłuchałam zalet, doceniam element "oczyszczenia głowy z myśli", dostrzegam ironię przekonania v