Przejdź do głównej zawartości

Zajadam problemy. Niestety nie znikają.

Pojawiają się za to nowe.

Może gdybym żyła w krajach, gdzie wcina się surową rybę lub larwy spod kamienia, nie miałabym tego przykrego nawyku. W dodatku każdy teraz wydaje się chodzić i klepać „Wesołych Świąt”, więc to tak jakby sygnał na start, by bez wyrzutów sumienia siąść i się obżerać.

Pomyślisz sobie „No tak, ale ona to może, jej nie zaszkodzi”.


Zaszkodzi.

Nie różnię się od Ciebie. Dokładnie tak samo przyswajam kalorie i mam dni, kiedy chcę zawinąć się w kołdrę i ukryć przed rzeczywistością. Mam dni, kiedy nie chcę trenować, a już na pewno robić treningu innym. Zawsze traktowałam mega-hiper-uśmiechnięte-i-zadowolone-z-życia instruktorki fitness jak walnięte laski na prochach. Jeżeli nawet Ci czasem taką przypominam – wiedz, że energię do zarażania ludzi też się trenuje.

Jeżeli trenujesz narzekanie popychane opychaniem się, to trenujesz właśnie złe rzeczy. I tak Ci zostanie.

Pomijając naturę Twoich problemów, panuje takie dziwne przekonanie, że jedzenie pomaga. Można skupić się umysłowo na tej czynności, mięśnie wykonują jakąś pracę, a w organizmie zachodzą jakieś procesy chemiczne po których Ci dobrze i przyjemnie ciężko.
Rusz dupę i zrób trening. Nie po to, by móc wrócić do jedzenia, tylko po to, by poczuć szczęście (na sam początek będzie to szczęście, że trening skończyłaś). Trening jest lepszy, niż ciągłe żarcie.

Nie oczekuj, że zobaczysz rewelacyjne zmiany w swoim ciele już po miesiącu. Tuczyłaś się całą zimę i kawałek wiosny, daj więc sobie przynajmniej trzy miesiące by odwrócić tendencję. Nie wchodź ciągle na wagę. Jeżeli ja potrafię ważyć w niedzielę wieczór 52kg, by we wtorek rano ważyć 55kg, to nic co tobie waga pokaże, nie jest w stanie mnie zaskoczyć. Tak naprawdę, to problem leży w Twojej głowie, a nie ciele. Bo ciało może wszystko, tylko „myślenie” mu często przeszkadza. Twój mózg zdoła poddać się 100 razy szybciej, niż podda się ciało. Dlatego WALCZ.

NIE jesteś cienka.
NIE jesteś kiepska.
NIE jesteś słaba.


JESTEŚ twarda.
JESTEŚ ostra.
JESTEŚ mocna.




Wyjdź ze swojej skorupy zwątpienia, kompleksów i strachu. Nie musisz być idealna. Ale warto to potrenować.

Komentarze

  1. Masz tak bardzo rację, że już bardziej się nie da :-) Szczególnie ze szczęściem, że się już skończyło - od początku regularnego biegania najszczęśliwszym dla mnie momentem jest prysznic PO. Dopiero wczoraj coś nagle się zmieniło - ładna pogoda, ptaszki czy inne leśne potworki szeleszczą w krzakach, można biec i biec (no dobra, dwa razy się zgubiłem, więc dystans był sporo większy niż zaplanowany) i człowiek się nie męczy, tylko czuje szczęście.

    Żeby tak częściej było!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Czy honorują Państwo karty Benefit?

Średnio kilka razy w miesiącu dostaję telefon z takim pytaniem. Przez pierwsze dwa lata odpowiadałam grzecznie, że "nie, nie honorujemy, ale pierwsze zajęcia oferujemy gratis i mamy świetną ofertę na...". Za każdym razem jednak dostawałam lekko arogancką i znudzoną odpowiedź "a to dziękuję", by nie powiedzieć, że drzwi jebiemnietoizmu waliły mnie w twarz . Przez drugi rok działalności mojego klubu IRON CHURCH , który kosztował i wciąż kosztuje mnie masę zdrowia, nerwów i pieniędzy* *czyli zupełnie jak mój kot , wdawałam się w polemikę typu "nie, nie *honorujemy*, gdyż nasi Instruktorzy PŁACĄ ciężkie pieniądze za oferowaną u nas wiedzę, zatem muszą je zarabiać". Zauważyłam jednak, że spotyka się to z kompletnym brakiem zrozumienia* *seriously, I'm shocked , jak gdybym po chamsku ODMAWIAŁA przyjęcia pieniędzy od firmy Benefit. Nie kwestionuję mojego chamstwa. Po co miałabym się niby tyle uśmiechać i ryzykować pomarszczeniem ryjka na późną starość w w...

Największe błędy. O tym jak zostałam chujem-instruktorem.

Może trochę będę świnia, ale z drugiej strony mój wewnętrzny kettlo-nazizm mocno się wzdryga, gdy widzę co się dzieje w grupach podobno zaawansowanych. I tak, świnia, bo mówię na przykładzie własnego klubu. Zatem jadę po kolegach instruktorach, tym sposobem awansując już oficjalnie do miana Chamidła Roku 2019. Zdobycie uprawnień StrongFirst nie wymaga przynależności do Mafii Kettlowej ani tym bardziej Żelaznej Milicji. Możesz być technicznie kompetentny, możesz mieć poukładane w głowie i znać progresje jak kształt swej poduszki, a i tak jest ryzyko, że wpadniesz w pułapkę "byle jak, byle już z dupy było". Dlaczego? Dorośli ludzie często mają problem z uczeniem się. Chcą szybko już umieć i być "dobrym w". Nie chcą się męczyć "przedszkolem". Przecież są dojrzali i inteligentni. Deklarują przy tym, że rozumieją iż proces przyswajania nowych motorycznych umiejętności może wymagać czasu, pokory i dystansu do siebie. Taa.  Koledzy i koleżanki po fach...

Kettle leczą - ale czy wszystko? Depresja w zawodzie Instruktora

Nie było mnie tak dawno, że zdążyłam zapomnieć loginu do konta (gdyby ktoś był bardzo ciekaw, to brzmi nie.zadawaj.głupich.pytań@gmail.com; poważnie) . Głównie dlatego, że obiecałam sobie nie obciążać bloga swoim utyskiwaniem na ludzi/świat/przypadki losu, i pisać jedynie w klimacie stad-up'a o rzeczach ważnych i pouczających (ewentualnie o pierogach) . No i tym sposobem milion lat później, w odległej galaktyce... Wszystko zaczęło się od przygotowań do mojej prelekcji na pewnej konferencji - a dokładnie, na składaniu materiałów do tematu "Top 10 błędów osób zaczynających utrzymywać się ze sportu". Nawiasem mówiąc, wyszło mi jakieś 2h monologu, więc czekam aż Marvel Studio złoży mi propozycję... no nieważne. Jeden z podpunktów dość spektakularnie zajął moją głowę, a że klimat z pogranicza wstydliwych jak grzybica stóp - oczywiście, że się trochę nad nim rozwiodę, bo jestem Angela. Errata: Pomimo czarnego humoru, który nieustannie mi dopisuje, niektórzy mogą mieć p...