Przejdź do głównej zawartości

Pad płaski na wyro nie jest ćwiczeniem.

To nie jest pełnoprawna notka, raczej taki excuse na notkę.

W planach miałam kręcenie drugiej części morderczych brzuszków - ale podjęłam walkę z pizdowatym przeziębieniem, które mnie od jakiegoś czasu męczy, a porządnie rozłożyć nie potrafi.

Przez weekend mamy szkolenie CKB, więc zajęta będę okrutnie udawaniem prezenterki, kamerzysty i fotografa. Wszystko oczywiście wyląduje na YT, z reklamami włącznie, ponieważ potrzebuję na fryzjera. PONIEWAŻ JESTEM KOBIETĄ i golić głowy mi nie pozwalają, muszę raz na jakiś czas wydać w pocie zarobione pieniądzore. I jak to zwykle bywa, dobry fryzjer jest zarówno nieosiągalny jak i bardziej pożądany od przyszłego męża i ojca moich nienarodzonych dzieci. Btw. po ostatnich rozmowach z moimi kociczkami na sali (tak, najpierw jesteście kurami, potem kociczkami, a potem lachonami) mam permanentny uraz w kwestii chowania pasożyta w ciele przez 9 miesięcy, a potem utrzymywanie szkodnika do 18 roku życia.

Byłabym świetną matką.

Na razie nie mam nawet chomika (oprócz węża, oczywiście).

No. To do wtorku.



P.S.Rusz dupę zamiast składać wiewiórki na ołtarzyku całopalnym. Zima musi odejść. Grube swetry zakrywające Twoje focze ciało, muszą odejść.



P.S.2 Która ma tatuaż?

Komentarze

  1. Czytam tego bloga od 2 dni (zaluje, ze zylem 22 lata bez niego)^^ A teraz dodatkowo zobaczylem Twoje filmiki. Zakochałem sie. ;]

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Czy honorują Państwo karty Benefit?

Średnio kilka razy w miesiącu dostaję telefon z takim pytaniem. Przez pierwsze dwa lata odpowiadałam grzecznie, że "nie, nie honorujemy, ale pierwsze zajęcia oferujemy gratis i mamy świetną ofertę na...". Za każdym razem jednak dostawałam lekko arogancką i znudzoną odpowiedź "a to dziękuję", by nie powiedzieć, że drzwi jebiemnietoizmu waliły mnie w twarz . Przez drugi rok działalności mojego klubu IRON CHURCH , który kosztował i wciąż kosztuje mnie masę zdrowia, nerwów i pieniędzy* *czyli zupełnie jak mój kot , wdawałam się w polemikę typu "nie, nie *honorujemy*, gdyż nasi Instruktorzy PŁACĄ ciężkie pieniądze za oferowaną u nas wiedzę, zatem muszą je zarabiać". Zauważyłam jednak, że spotyka się to z kompletnym brakiem zrozumienia* *seriously, I'm shocked , jak gdybym po chamsku ODMAWIAŁA przyjęcia pieniędzy od firmy Benefit. Nie kwestionuję mojego chamstwa. Po co miałabym się niby tyle uśmiechać i ryzykować pomarszczeniem ryjka na późną starość w w

Jesteś brzydka, gruba i głupia?

Ćwicz z kettlami, a nie będziesz gruba! [wyimaginowane werble] Tak tak, ten żart mi się nigdy nie znudzi. Ale. Porozmawiajmy sobie o CELACH i REZULTATACH . Mój nowy challenge dotyczy podciągania się na drążku - zarówno w podchwycie jak i nachwycie. Chwilę walczyłam ze sobą, czy szpagat nie byłby bardziej szpanerski, ale.. nie ma różnicy dla mojego ego czy urośnie jeszcze bardziej. Na tym etapie praktykowania jebiemnietoizmu pewne rzeczy tracą na znaczeniu. Chociaż ostatnio przeczytana sentencja "Nie mam problemu ze swoim ciałem. Dopóki ktoś na nie nie patrzy." spłynęła na mnie niczym bliss. Przecież wszystko rozchodzi się o tych INNYCH ludzi. Możesz sobie wmawiać, że na jednoosobowej stacji kosmicznej komunikującej się z resztą świata raz na tydzień, codziennie wkładałabyś photoshopa na twarz, rezygnowała z czekoladowego budyniu, goliła nogi, malowała paznokcie czy kremowała swoje przeszczepy. Bitch, please. Skoro więc dążymy do własnych celów by "inni widzieli",

Kettle to nie fitness. Kettle to duma.

Sezon ogórkowy na blogu to problem remontu sali. Nowej. Zajebistej. Sali Centrum KB. Sali, która jest tak wypasiona, że musi mieć własną nazwę. Prawdopodobne jest również, iż przez pierwszy tydzień nie będzie można ludzi z stamtąd wygonić. Tym bardziej za skórę wchodzą mi pytania o moje bieganie. Jako iż więc w końcu presja społeczna mnie wypchnęła do lasu w sobotni wczesny poranek, opiszę tę przygodę. Jutro, kiedy ból mięśni nie pozwoli mi na cenzurę w żadnym znanym mi języku, może być prowokacyjnie notkę pisać. Żeby nie było iż pizda skończona ze mnie, mężnie zgodziłam się na 10km mojego pierwszego w życiu biegu . Prawdę mówiąc miałam spore nadzieje i szanse na to, że po 3cim kilometrze będę nieść Julkę na plecach z powrotem do bazy, gdyż biegła z nami z rozwaloną kostką. W podejrzanie dobrym humorze pozostałe Spartanki oznajmiły, iż właściwie to one tych lasów nie znają , ale co tam! BIEGNIEMY! sooo chicken like! 6 minut na kilometr, czyli bardzo kurze tempo, nie jest w stanie zmę